Zapowiedź płyty Love Part 1

Posted on 11.11.09 - 0 komentarze -


Wersja CD jest już w sprzedaży, na 2xLP trzeba jeszcze trochę poczekać, lecz doprawdy miło to napisać już dziś: trzeci studyjny album kolektywu Build An Ark wreszcie się ukazał!

Jesień dla fanów grupy z Kalifornii to dobry czas. Ponad miesiąc temu do sklepów trafił dwunastocalowy singiel This Prayer: For The Whole World zapowiadający nowy album. Z czterech zawartych kompozycji na Love Part 1 powtórzono połowę. Niewielka to strata dla osób, które czekały na album rezygnując ze względów ekonomicznych z zakupu 12”. Oczywiście Soul-Jazz.pl zachęca do uzupełnienia dyskografii Build An Ark o brakujące wydawnictwa, gdyż grupie na pewno przyda się Państwa wsparcie, nie tylko duchowe.

Skoro już o duchowości mowa, to z pewnością na Love Part 1 nie zabraknie odwołań do spiritual-jazzowej stylistyki. Na stronie internetowej holenderskiego wydawcy, można już odsłuchać fragmenty z nowej płyty. Z zawartego tam opisu wynika, że kolektyw dojrzał i jest gotów zgłębić tajemnicę folk-jazzu. Przyznają Państwo sami, że brzmi to dość interesująco.

Swoją drogą, świetny tytuł. Lepszego, w niepewnych czasach, członkowie nie mogli wymyślić. I ta zapowiedź kontynuacji pozwala uwierzyć, że w przyszłości czekają nas dobre rzeczy. Zresztą, proszę przyjrzeć się niektórym tytułom nowych utworów; Sweet Thing, Sunflowers In My Garden, Love Is Everywhere czy In The Park - wzbudzają pozytywne skojarzenia. Oto w muzyce Build An Ark chodzi, o dobry stan ducha podczas wypełniania przestrzeni dobrymi dźwiękami autorstwa kolektywu.





Build An Ark
How Do We End All Of This Madness z albumu "Love Part 1"
Kindred Spirits, 2009 r.

Levels

Posted on 8.11.09 - 0 komentarze -

Jesteśmy wszyscy świadkami narodzin nowej odmiany muzyki soul. Jeśli z różnych powodów nie zdążyliście Państwo wsiąść do pociągu zwanego neo-soul dobra informacja: future-soul właśnie wjeżdża na peron.



Ten zdumiewający klip zapowiada album artysty, o którym mogliście Państwo przeczytać w notce „Album-widmo”. Chodzi o autora 1st Born Second oraz Love For Sale (recenzja wkrótce na Soul-Jazz.pl). Po latach milczenia i niepowodzeń Bilal Olivier powraca z nowym albumem w nowej wytwórni! Jeśli nazwa Plug Research mówi Państwu niewiele, proszę koniecznie sprawdzić solowy album członka Sa-Ra Creative Partners - Shafiqa Hussayna. En'a-free-ka, bo taki nosi tytuł krążek pana Hussayna to nadal świeże wydawnictwo na rynku, które z całą pewnością znajdzie się w wielu muzycznych podsumowaniach roku 2009.
Premiera nowej płyty Bilala została zaplanowana na początek 2010 roku.

Facts of Life: The Soul of Bobby Womack

Posted on 31.10.09 - 0 komentarze -

Zmierzyć się z legendą i wrócić z tarczą należy do największych wyzwań. Calvinowi Richardsonowi prawie udało się tego dokonać. Mimo wszystko wrócił z tarczą chociaż jego nowy album wypełniony muzyką Bobby’iego Womacka jest tylko w połowie wart Państwa czasu.

Magia oryginalnych nagrań po raz kolejny zadziałała. W dodatku sprawiła, że Calvin Richardson odkrył swój głos na nowo, dzięki czemu brzmi jak nigdy dotąd. Spotkanie z twórczością Bobby’iego Womacka to prawdopodobnie punkt zwrotny w karierze pochodzącego z Północnej Karoliny wokalisty. Zmianę w śpiewie pana Richardsona można porównać do chłopca, który staje się mężczyzną. W końcu dorósł do śpiewania muzyki soul. Trzy wcześniejsze płyty utrzymane w stylu contemporary R&B co prawda ukształtowały jego twórczość, lecz nie przetarły nowych szlaków w muzyce. Najnowszym wydawnictwem próbuje przełamać ten impas. Szanse są niestety małe, ponieważ próbuje cudzym talentem.



Połowa utworów z Facts of Life: The Soul of Bobby Womack zasługuje na Państwa uwagę, szczególnie piosenki nie odbiegające daleko od oryginalnych wykonań, w których to Calvin Richardson brzmi jak Bobby Womack. Nowe aranżacje również nie wywracają porządku, ponieważ są bardziej ugrzecznione, tak jakby pan Womack grał niszowy soul, co nie jest prawdą, przecież doskonale wiemy, że zajmował singlami wysokie miejsca na listach przebojów. Z drugiej strony wszystkie zmiany ułatwiające odbiór muzyki są uzasadnione. Proszę spojrzeć na datę. Jest rok 2009, czas łatwych, wpadających w ucho przebojów z marnymi tekstami. Publiczność równie łatwa co piosenki, akceptuje ten stan rzeczy. Niestety.

Na szczęście materiał muzyczny na płycie pana Richardsona ma silne fundamenty i przed ewentualną krytyką broni się sam. Nie sposób na nowo oceniać jakość nagrań pana Womacka z tej prostej przyczyny, że już dawno dokonano oceny i wydano osąd: klasyka gatunku. Dlatego wiele spoczywało na barkach Calvina Richardsona. Ciężar udźwignął w kontekście muzycznego recyklingu XXI wieku: przypomniał nowym pokoleniom o legendzie oraz dokonał interpretacji w sposób przystępny dla wszystkich słuchaczy zarazem nie kompromitując się w oczach twórcy oraz jego fanów.

Czy dla Państwa to wystarczająca zachęta by sięgnąć po album? Proszę posłuchać jeszcze pięciu utworów z Facts of Life: The Soul of Bobby Womack dla wyrobienia własnego zdania.




Accross the 110th street


You're Welcome Stop On By


Harry Hippie


That's The Way I Feel About 'Cha


I'm Worthy


Calvin Richardson
album "Facts of Life: The Soul of Bobby Womack"
Shanachie, 2009 r.

Home Is Where The Heart/Hatred Is

Posted on 22.10.09 - 0 komentarze -

W języku angielskim funkcjonuje przysłowie „home is where the heart is”, co w wolnym tłumaczeniu oznacza „tam jest dom mój, gdzie jest moje serce”. Nie oszukujmy się, w muzyce to temat całkiem wyprany z oryginalności, lecz wciąż dobry na refren piosenki o miłości.

Wydaje się, że tylko wielcy indywidualiści potrafią wbrew trendowi nagrać utwór w pełni autorski i przewrotny. Utwór w wersji Gil Scott-Herona pt. Home Is Where The Hatred Is trafił na płytę Pieces of a Man wydaną nakładem Flying Dutchman w 1971 roku. Pięć lat po tym fakcie, Bobby Womack, soulman z krwi i kości nagrał album-odpowiedź Home Is Where The Heart Is.

Oczywiście wszystkie próby kreowania między muzykami rywalizacji będą uznane za niedorzeczne, ale dlaczego by nie poświęcić chwili na te dwa utwory w jednym poście?

Ponoć przeszłość każdego z nas tworzy nasza przyszłość. Idąc tym tropem może skutecznie determinować uprawianą sztukę. Skrawki biografii Gil Scott-Herona i Bobby Womacka poniekąd pozwalają uznać, iż tak właśnie jest. Proszę się przyjrzeć się twórczości obu panów; Scott-Heron to artysta małych jazzowych knajpek niż wielkich sal koncertowych, do których przywykł pan Womack. Choć obaj muzycy byli (a może nadal są) uzależnieni od narkotyków, autor Home Is Where The Hatred Is przeżył więcej rozczarowań. Co prawda ciężko licytować się kto bardziej cierpiał, lecz w wielu miejscach biografia Scott-Herona daje mu prawo pierwszeństwa, dlatego nie dziwią słowa refrenu:


Home is where the hatred is
Home is filled with pain and it,
might not be such a bad idea if i never, never went home again

Czyż nie jest dobrze czasem kontestować istniejący porządek świata, być wręcz jego adwersarzem? W potopie piosenek o miłości warto lukier zalać szambem. W przypadku Bobby’iego Womacka i piosenki Home Is Where The Heart Is napisanej przez Prince’a Phillipa Mitchella, wokalista pozostaje wierny znaczeniu przysłowia. Pamiętając o gorzkiej wersji Gil Scott-Herona, czy to źle wyrażać w ten sposób uczucia? Z pewnością nie, jeśli nie robi się tylko tego, a pan Womack na swoich płytach zdecydowanie nie ogranicza się do miłosnej problematyki, ponieważ jest wspaniałym artystą o skierowanej jak u Gila wrażliwości na ludzi.

Jaki jest więc wynik tej rozgrywki? Po której stronie Państwo jesteście? Proszę komentować.




Bobby Womack
Home Is Where The Heart Is z albumu "Home Is Where The Heart Is"
Columbia, 1976 r.



Gil Scott-Heron
Home Is Where The Hatred Is z albumu "Pieces of a Man"
Flying Dutchman, 1971 r.

Line - Take 5 at Abbey Road

Posted on 14.10.09 - 0 komentarze -

Świetna wiadomość: niepowtarzalni Portico Quartet wracają z nowym albumem. Drugi krążek Brytyjczyków zatytułowany Isla, ukaże się nakładem wytwórni Petera Gabriela Real World Records już w najbliższy poniedziałek (19.10). Tyle w tym „wejściu”. Więcej po obejrzeniu wideo-zapowiedzi.



Należą się Państwu szybkie wyjaśnienia. Powyższe wideo promuje zapowiedziany album Isla. Utwór zagrany przez muzyków Portico Quartet to alternatywna wersja kompozycji Line z nowej płyty. Do nagrania doszło w legendarnych przestrzeniach Abbey Road Studios. Producentem krążka (niestety tylko wersja cd lub mp3) jest John Leckie obecny podczas sesji nagraniowych m.in. Johna Lennona, George’a Harrisona czy Pink Floyd. Koniec wyjaśnień.

Jeśli nie mieliście Państwo okazji przesłuchać debiutanckiego albumu pt. Knee Deep In The North Sea, jest jeszcze wystarczająco dużo czasu aby to zrobić przed premierą Isla. To chyba właściwy kierunek, gdyż pewne rozwiązania powielone na nowej płycie wcale nie muszą zrobić równie dobrego wrażenia jak za pierwszym razem. Dotyczy to przede wszystkim zastosowania elitarnego instrumentu zwanego hangiem. Wytwarzany w śladowych ilościach przypomina w brzmieniu np. gong, lecz według specjalistów jest o wiele bardziej melodyjny od instrumentów podobnej klasy.

W kompozycjach chłopaków z Londynu, hang brzmi całkiem spiritual. Co prawda kwartetowi daleko do grania spiritual jazzu czy „easter sound” Yusefa Lateefa, lecz proszę posłuchać i przyznać (lub nie) rację, że coś jest na rzeczy.




Portico Quartet
Knee Deep In The North Sea z albumu "Knee Deep In The North Sea"
Babel Label 2007 r.

Too Young To Die

Posted on 11.10.09 - 0 komentarze -

Artyści mają lepiej. W każdej chwili mogą spojrzeć na swoje dotychczasowe życie poprzez uprawianą sztukę. Ich „lepszość” nie polega na zaspokajaniu narcystycznych potrzeb, lecz na odnalezieniu odpowiedzi na pytanie: kim jestem lub kim zostałem.

Każdy z Państwa zostawia mniejsze lub większe ślady, które z upływem czasu ulegają zatarciu. Tymczasowość sama w sobie nie jest powodem do archiwizowania przeżyć czy aktów człowieczeństwa. Nie oszukujmy się, albumy ze zdjęciami to przeżytek. Liczyć na spotkanie z trzema duchami: przeszłości, teraźniejszości i przyszłości, naprawdę nie warto. Otóż trzeba wziąć sprawy w swoje ręce, samemu zadbać o to, aby pewne zdarzenia nie uleciały z pamięci i w chwili zwątpienia zawsze były dostępne. Możecie Państwo spytać się o celowość tych działań. Proszę bardzo: Dla pewności, że pomimo upływu lat nadal funkcjonujemy na ustalonych, zazwyczaj młodzieńczych zasadach.

Muzycy mają lepiej i gorzej jednocześnie, ponieważ są postrzegani przez pryzmat twórczości. Nie uciekną od prawdy. Czym ona jest? Niezależną, zgodną z sumieniem oceną życia. Na ogół oceniają fani, którzy potrafią przestać być nimi z różnych powodów. I wcale nie świadczy to źle o nich, lecz o muzyku, który nie potrafi utrzymać wspólnej emocjonalnej relacji ze słuchaczem. Jako ludzie, nieustannie poddawani jesteśmy zmianom, naturalnym jest wybierać różne drogi, lecz fani często bywają do tego zmuszani w momencie radykalnych zmian w twórczości wielbionego zespołu.



Na początku lat 90. XX wieku, acid-jazzowa grupa Jamiroquai pod przywództwem charyzmatycznego wokalisty Jay-Kay’a próbowała zmienić świat na lepsze dzięki muzyce. Pomimo kilku przebojów i gościnności w ludzkiej świadomości, świat okazał się odporny na zmiany. Po dwóch płytach brytyjski zespół zaprzestał dalszych prób, poddając się ówczesnym trendom. Mając na koncie sześć płyt, Jamiroquai płynie z głównym nurtem popkultury. Niektórzy fani pozostali na lądzie.

Jeśli wskazać winnego będzie nim Jay-Kay. Ogromny talent do pisania muzyki i piosenek uleciał niczym powietrze z dziurawego balonu. Medialnie Jay-Kay był jednym z pierwszych celebrytów zbytnio skupionym na romansach, używkach i szybkich samochodach niż muzyce. Albumy po roku 1996 roku brzmiały coraz gorzej aż do dwukrotnego osiągnięcia artystycznego dna w roku 2001 (A Funk Odyssey) i 2005 (Dynamite).

Czy usłyszymy jeszcze kiedykolwiek album Jamiroquai na miarę Emergency on Planet Earth lub The Return of the Space Cowboy. Skoro nadzieja umiera ostatnia jest szansa. Wystarczy z pokorą przejrzeć nakręcone klipy i odrzucić poczucie pseudo-rozwoju. Jeden warunek: musi to zrobić zespół, nie fani.


Jamiroquai
Too Young To Die z albumu "Emergency on Planet Earth"
Sony Music, 1993 r.

II Festiwal Muzyki Improwizowanej: Jazz i okolice

Posted on 22.9.09 - 0 komentarze -

Drodzy Państwo już najwyższa pora zawiesić uczestnictwo w plenerowych imprezach i powrócić do ciepłych wnętrz muzycznych klubów. Jesień coraz bliżej, więc gdy liście zaczną spadać z drzew na wiele sposobów, warto oddać się w pełni muzyce jazz, na przykład na II Festiwalu Muzyki Improwizowanej Jazz i okolice w Katowicach.

Jeśli znacie Państwo propozycję kulturalną Katowic, to z pewnością kojarzycie cykl koncertów Jazz i okolice organizowany do 2002 roku w Górnośląskim Centrum Kultury. Jeśli nie, właśnie pojawiła się doskonała okazja by poznać atuty festiwalu nastawionego na udział wybitnych osobowości muzyki improwizowanej i jazzowej. Jesienna edycja Jazz i okolice rozpocznie się ostatniego dnia września koncertem nowojorskiego pianisty oraz kompozytora Uri Cane'a.


Szczegółowy program koncertów:

30 września 2009, godz. 20.00, GCK/jazz club Hipnoza
URI CAINE BEDROCK TRIO + special guest BARBARA WALKER(USA)

Uri Caine - fortepian, fender rhodes
Tim Lefebrvre - bass
Zach Danziger - perkusja
Barbara Walker - wokal

Support: ME, MYSELF AND I (Polska)
Magdalena Pasiecka - głos
Zgas- beatbox
Michał Majeran - głos

Bilety: 60 zł

8 października 2009, godz. 20.00, GCK/jazz club Hipnoza
THE REFUGE TRIO (USA)

Theo Bleckmann - głos
John Hollenbeck - perkusja, perkusjonalia, wibrafon
Gary Versace - fortepian, akordeon, keybord

Bilety: 50 zł

22 i 23 października 2009, godz. 20.00, GCK/jazz club Hipnoza
FONDA/STEVENS GROUP (USA)

Michael Jefry Stevens - fortepian
Joe Fonda - kontrabas
Herb Robertson - trąbka
Harvey Sorgen - perkusja

22/23 października 2009, godz. 20.00, GCK/jazz club Hipnoza
(otwarta próba i konferencja z udziałem polskich muzyków Macieja Obary - saksofon altowy oraz Irka Wojtczaka - saksofon tenorowy i klarnet
basowy odbędzie się w dniu 23.10.2009 od godziny 14:00)

29 października 2009, godz. 20.00, GCK/jazz club Hipnoza
MARCIN WASILEWSKI TRIO (Polska)
Marcin Wasilewski - fortepian
Sławomir Kurkiewicz - kontrabas
Michał Miśkiewicz - perkusja

Bilety: 40 zł

5 listopada 2009, godz. 20.00, GCK/jazz club Hipnoza
JOEY BARON: KILLER JOEY(USA)

Joey Baron - perkusja
Steve Cardenas - gitara
Brad Shepik - gitara
Tony Scherr - gitara basowa, kontrabas

Bilety: 50 zł

24 listopada 2009, godz. 20.00, GCK/jazz club Hipnoza
REBECCA MARTIN GROUP (USA)

Rebecca Martin - gitara, śpiew
Kurt Rosenwinkel - gitara
Larry Grenadier - kontrabas
Dan Rieser- perkusja

Bilety: 60 zł

13 grudnia 2009, GCK/jazz club Hipnoza
POLISH BRASS ENSEMBLE (Polska) + special guest Ed Partyka

Antoni "Ziut" Gralak - tuba
Alek Korecki - saksofon altowy
Irek Wojtczak - saksofon tenorowy
Bronek Duży - puzon
Tymon Tymański - kontabas
Kuba Staruszkiewicz - perkusja
Ed Partyka - puzon basowy, tuba

Bilety: 40 zł

Bilety na koncerty festiwalu są do nabycia w:
- sieci Ticketportal
- punkt sprzedaży w Górnośląskim Centrum Kultury (pl. Sejmu Śląskiego)
- Jazz Club Hipnoza (codziennie w godzinach otwarcia klubu)

I'm New Here

Posted on 21.9.09 - 0 komentarze -

Szanowni Państwo, nowy rok 2010 zapowiada się ekscytująco. Proszę w to wierzyć, ponieważ już 11 stycznia, po 15 latach milczenia, nowy album wyda Gil Scott-Heron. To doprawdy doskonała wiadomość tym bardziej, że autor The Revolution Will Not Be Televised przez lata borykał się z wieloma problemami natury ludzkiej. Zapowiadany album pt. I'm New Here powstawał przez 18 miesięcy w mieście Nowy Jork. Czego możemy się spodziewać po „nowym” Gil Scott-Heronie? Oddana niedawno do użytku strona projektu Imnewhere.net zdradza charakter płyty. Dzięki możliwości przesłuchania fragmentów czterech utworów można uznać, że będzie to album różnorodny; klasyczny i nowatorski, zarówno w stylu spoken word jak i śpiewany do folkowych melodii.

Więcej na temat życia i twórczości Gil Scott-Herona możecie Państwo przeczytać w rzetelnym tekście autorstwa Sebastiana Jóźwiaka.

You Are the Sunshine of My Life

Posted on 6.9.09 - 1 komentarze -

Zazwyczaj porównując twórczość wybranych muzyków uwypukla się cechy wspólne, zupełnie zapominając o skrajnościach. Rezygnacja z przeciwieństw na rzecz podobieństw nie współgra z aktywnym podejściem do muzyki, lecz przypomina słuchanie albumów Groovera Washingtona Jr.

Proszę dobrze zrozumieć. Pan Washington napisał wiele wspaniałych, wręcz klasycznych już kompozycji, jednak tworząc w ramach nurtu smooth-jazz, podlegał ścisłym ograniczeniom. Nie będzie przesadą napisać, że pierwszy kontakt z jego nagraniami zlewa się w jedną nieskończoną melodię.

Na szczęście Stevie’go Wondera, autora You Are the Sunshine of My Life z saksofonistą Tyrone’m Washingtonem dzieli więcej niż łączy. Pan Wonder jest ikoną popkultury wykreowaną przez słuchaczy i media (głównie za sprawą hitów: Happy Birthday, I Just Called to Say I Love You czy Part-Time Lover), gdy pan Washington pomimo kontraktu z Blue Note Records pozostał w cieniu muzyków nagrywających dla wytwórni założonej przez Alfreda Liona.

Jest tego więcej. Skrajności. Komercja kontra niezależność, dziesiątki wydanych albumów kontra garstka trudnodostępnych winyli, miliony fanów na świecie kontra tysiące fanów, koktajlowy styl życia kontra medytacyjny styl życia Wreszcie R&B kontra spiritual jazz. Ekscytujące, prawda?

Proszę sobie wyobrazić, że pomimo różnic doszło do muzycznego spotkania, dłoń ponad podziałami wyciągnął Tyrone Washington dokonując własnej interpretacji You Are the Sunshine of My Life. Jeśli znacie Państwo oryginał Stevie'go Wondera, to wiecie, że utwór jest kompletny. W kategorii muzyki pop/R&B nie da się więcej powiedzieć. Z jazzem bywa różnie, dlatego wykonanie pana Washingtona potrafi - uwaga - powalić na kolana.



Nagranie pochodzi z płyty Roots, wydanej w 1973 roku i podobnie jak u pana Wondera, otwiera płytę. Cover powstał w zaledwie rok po wydaniu doskonałej Talking Book, co nie powinno dziwić, gdyż w tamtych czasach to całkiem nieźle dezinformujące działanie należało do codziennych praktyk. Prawdę mówiąc, gdyby nie tzw. liner notes zawierające informacje m.in. o autorach i muzykach ciężko byłoby dojść do twórcy oryginalnego wykonania.

Wracając jeszcze na chwilę do Tyrone'a Washingtona i jego dziełka, a w zasadzie dzieła. Proszę spojrzeć na czas trwania nagrania, jest dwa razy dłuższe od oryginału. W dodatku zamianie uległy instrumenty; syntezator zastąpiono pianinem, conga i wokale - saksofonem tenorowym. Oprócz tego dodano perkusję, natomiast niezmieniony pozostał bass.

Nagranie You Are the Sunshine of My Life ciągle brzmi świeżo pomimo 40 lat na karku, to niesamowite jak dobrze się trzyma. Szczególnie w trakcie saksofonowych partii Tyrone’a Washingtona (który tak naprawdę nie przestaje grać) i kluczowych momentów - za przeproszeniem - zarzynania instrumentu. Znakomite, wręcz ociera się o geniusz.

Na koniec, aby utwór pozostał zgodny z zamysłem autora - młody, uśmiechnięty Stevie. Doprawdy radosny to widok.


Stevie Wonder
You Are the Sunshine of My Life z albumu "Talking Book"
Motown, 1972 r.

Tyrone Washington
You Are the Sunshine of My Life z albumu "Roots"
Perception Label, 1973 r.

Festiwal Jazz i okolice - jesień 2009

Posted on 25.8.09 - 0 komentarze -

W przyszłym roku, być może w Państwa okolicy, zostaną umieszczone billboardy promujące 12 kulturalnych wydarzeń miasta Katowice. Występujące pod wspólnym sloganem „Katowice. Miasto wielkich wydarzeń”, będą próbować zachęcić Państwa do wizyty w centrum Metropolii Silesia. Zanim jednak oferta kulturalna miasta starającego się o miano Europejskiej Stolicy Kultury roku 2016 zostanie przedstawiona, warto przyjechać do Katowic jesienią, ponieważ jesień będzie pełna jazzu. Więcej informacji w poniższym wideo.